piątek, 16 października 2015

Studia/szkoła - pieniądze a zdrowy styl życia

Za ten post zabierałam się od...ponad roku? Aż mi trochę wstyd, patrząc na to, że studiuję już 5 rok ;)



Raz na jakiś czas otrzymuję od Was pytanie, jak odżywiać się zdrowo na studiach, w szkole, czy ogólnie gdy mieszkamy poza domem rodzinnym. Staram się jak najczęściej wrzucać przepisy, z których korzystam i jak pewnie widzicie, są typowo studenckie - raczej mało wykwintne, ale za to szybkie, pożywne i smaczne. W tym poście chciałabym dodatkowo podać Wam kilka rad i nawyków, których nauczyłam się mieszkając sama na studiach. Może nie są to odkrycia roku, może spotkaliście się z nimi na innych portalach i być może są to dla Was sprawy oczywiste - ale jeśli mają one pomóc chociaż jednej osobie, mój cel zostanie osiągnięty.. :)

1. Skąd biorę swoje jedzenie

  • większość zakupów robię w większych sieciówkach. Jeśli ktoś śledzi mnie bardziej na bieżąco, zapewne wie, że podstawą jest u mnie Biedronka, bo znajduje się najbliżej. Porównując prywatne sklepy spożywcze, podstawowe produkty (typu kasze, makarony, nabiał, mrożonki, itp.) w Biedronce, Tesco czy Lidlu są nawet 2-3 razy tańsze, przynajmniej w moim mieście. Często można trafić też na promocje czy oferty typu 'kuchnie świata' i za niższą cenę można spróbować czegoś innego. 
  • warzywa i owoce - w Biedronce kupuję zwykle banany (chociaż nie do końca polecam - bardzo szybko brązowieją), jabłka (polecam polskie, w opakowaniu 2kg - są pyszne, bardzo łatwo je dokładnie umyć, są twarde i soczyste), cytrusy, czasami winogrona, jeśli są po promocji. Z warzyw - rukolę, kiełki, bataty i wszelkie warzywa mrożone (polecam brokuły, kalafior i mix warzyw z plastrami ziemniaków!). Pozostałe świeże produkty staram się kupować na miejscowych straganach - są świeże i sezonowe, a często naprawdę niedrogie, patrząc na to, że mieszkam sama i kupuję kilka sztuk.
  • czy jestem słoikiem? O tak :) No, może nie do końca - jedzenie przywożę w torebkach foliowych lub pudełkach. Jak może już wiecie, każdego roku we wrześniu robię sobie zapas obiadów, które następnie mrożę i mam na czarną godzinę. W tym roku w zamrażarce czekają na mnie leczo i spaghetti, a np. dwa lata temu przygotowałam kurczaka z warzywami. Jeśli mam okazję - robię kilka słoików masła orzechowego czy konfitury - mogą stać w lodówce przez kilka miesięcy. Od mamy i babci podbieram czasami grzyby lub warzywa w słoiku - jeśli trzeba, zastępują mi np. surówkę do obiadu.

2. Co robię 

Od ponad dwóch lat rzadko chodzę na stołówki, większość posiłków przygotowuję sobie w domu. Chociaż nie powiem - czasami wolałabym zjeść tam coś ciepłego i mieć więcej czasu na odpoczynek czy naukę. Ale że finanse za bardzo nie pozwalają, korzystam z dobrodziejstw kuchenki. :)
  • śniadania/kolacje- kanapka, owsianka lub jogurt z płatkami i owocami. Jeśli ktoś Ci powie, że nie ma czasu na gotowanie owsianek czy kasz z rana - kłamie! Bo ja też to sobie wmawiałam :) W czasie kiedy zaczynam ogarniać się na zajęcia, podgrzewa mi się mleko - zajmuje to max. 10 minut. Wrzucam płatki czy kaszę, zmniejszam ogień i mogę dalej robić inne rzeczy. Wersja dla leniwców takich jak ja - jeśli nie chcesz czekać, aż płatki owsiane zmiękną, zalej je przed snem gorącą wodą. Z rana będą miękkie, a zrobienie owsianki zajmie Ci dosłownie z 7 minut. Albo zrób po prostu nocną owsiankę na jogurcie, z rana dodasz tylko owoce czy inne dodatki.
  • drugie śniadania, przekąski - pakuję w pudełko i zabieram na uczelnię. Zwykle to jakaś kanapka i owoc, czasami babeczka czy tortilla, jeśli mam natchnienie.
  • obiady - gotuję w domu, dlatego jak widać po przepisach, są proste jak konstrukcja cepa :) Druga sprawa - jednorazowo robię od razu porcję na dwa dni i dlatego nie stoję dzień w dzień przy garach. Jakie przepisy są według mnie najlepsze? Kurczak z warzywami (nawet i mrożonymi), z kaszą jaglaną/gryczaną/ryżem/makaronem, makaron ze szpinakiem i fetą, spaghetti i zupy krem dosłownie ze wszystkiego - najtaniej z sezonowych warzyw. Te obiady są zwykle lekkie, pożywne i niedrogie w przygotowaniu.
  • obiady na zajęcia/do szkoły/pracy - zdarza się, że nie mam jak zjeść w domu, a nie chcę wydawać na jedzenie na mieście. W takim wypadku porcję przygotowanego wcześniej obiadu pakuję do pudełka i zabieram ze sobą. Zdarza się, że czasami przed snem szybko gotuję porcję ryżu, podsmażam jakieś warzywka i dodaję gotowy (tak, gotowy, o 22 nie mam czasu na tworzenie swojego :) sos i tyle. Wolę to, niż zapychanie się kebabem czy batonikiem.

3. Inne porady
  • naucz się jeść kasze, makarony i mrożone warzywa - w sieciówkach jest ich do wyboru, do koloru. Bardzo często są promocje typu 2 za 1 - KUP, proszę Cię :) Zapłacisz raz, a masz zapasów na kilka miesięcy, do tego większą różnorodność. To samo tyczy się płatków owsianych, kaszy mannej czy mąki.
  • staraj się kupować zapas jedzenia na cały tydzień - przed wyjściem do sklepu zrób listę, zapisz, czego potrzebujesz. Wiem, że jednorazowe wydanie np. 50zł wydaje się bardzo bolesne, ale lepiej zrobić to raz i mieć spokój na kilka dni. Po pierwsze - robiąc zakupy na bieżąco czy co dwa dni, nieświadomie wydajemy o wiele więcej (a to dokupisz batonika, a to była jakaś kolejna promocja). Po drugie - mając pełną (zdrową czy prawie zdrową :) lodówkę nie ulegamy niezdrowym pokusom. Po trzecie - zwiększamy swoją kreatywność i możemy wyczarować małe cuda, szczególnie pod koniec tygodnia, gdy zostają resztki. I po czwarte - łatwiej jest rozplanować miesięczny budżet, wiesz ile mniej więcej schodzi co miesiąc na zakupy, a ile pieniędzy możesz przeznaczyć na inne sprawy.
  • kupuj gotowe sosy lub passatę - niektórzy mnie za to zlinczują, ale halo! Mówimy tu o studentach :) Możesz do nich dodać dosłownie wszystko, a obiad i tak będzie smaczny.
  • polub się z zamrażarką - kup mrożone warzywa. Jeśli jest jakaś promocja, kup pierś z kurczaka czy mięso mielone. W każdej chwili rozmrozisz, podsmażysz i masz gotowy obiad.
  • resztki - jeśli już kolejny dzień jesz te nieszczęsne klopsiki czy kurczaka, spakuj do torebki i wrzuć do zamrażarki. Nawet nie wiesz, kiedy znowu będziesz miał na nie ochotę a tu voila! Wystarczy tylko podgrzać. :)
  • nie wstydź się noszenia posiłków na uczelnię/do szkoły w pudełkach - tak naprawdę wiele ludzi zazdrości Wam takich smakołyków i faktu, że mieliście czas na ich przygotowanie. :) Zresztą to Wy decydujecie o swoich finansach i jeśli dzięki temu możecie przeznaczyć pieniądze na inne przyjemności, to tylko i wyłącznie Wasza sprawa.

Nie wiem, czy ktokolwiek będzie czytał te moje wypociny. I jak się domyślam, nadal nie wyczerpałam tematu. Nie będę podawać konkretnych cen produktów, bo w każdym mieście jest nieco inaczej i każdy z Was ma inne kwoty do wydania. Tutaj pokazywałam Wam moje przykładowe zakupy, a tu pomysły na śniadanie czy kolację. 
Mam nadzieję, że komuś przydadzą się te drobne porady, jeśli macie swoje pomysły, piszcie w komentarzach - trzeba zebrać wszystko do jednego worka i stworzyć mały poradnik :)

33 komentarze:

  1. Bardzo fajny wpis :) Ja jak uczyłam się zaocznie to zawsze zabierałam do pudełka sałatki na bazie kaszy lub makaronu, nalesniki itp. :) Nie widziałam w tym nic dziwnego a potem moje koleżanki z zjazdów zaczeły zabierać takie pudełka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też nic dziwnego, ale spotkałam się z innymi opiniami :) Nawet moja mama (tak, moja mama!) zdziwiła się, że noszę obiady w pudełku :D Dlatego też wolałam o tym wspomnieć :)

      Usuń
  2. Ja bym była ciekawa takich propozycji pudełek :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapraszam:
      http://the-student-cookbook.blogspot.com/2013/11/szybkie-drugie-sniadanie-na-uczelnie.html

      http://the-student-cookbook.blogspot.com/2013/11/kolejna-propozycja-sniadania-na.html

      http://the-student-cookbook.blogspot.com/2014/02/wtorkowe-sniadanie.html

      http://the-student-cookbook.blogspot.com/2014/04/obiad-na-wynos.html

      a czasami robię batoniki owsiane na uczelnię:
      http://the-student-cookbook.blogspot.com/2014/02/batoniki-owsiane-light.html

      :)

      Usuń
  3. Mi niestety nie wychodzi robienie zakupów na cały tydzień z bardzo prostego powodu- do sklepu mam spory kawałek (ponad 1km) i choć może to śmieszne ale nie moge donieść zapasu wody+całego jedzenia na tydzień na raz więc zazwyczaj robię zakupy na 2-3 dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, to wszystko jest zrozumiałe :) Chodziło mi bardziej o to, że kiedy idziemy do sklepu, to mamy już przygotowaną listę zakupów i wiemy dokładnie, co chcemy kupić. O ile masz wszystko zaplanowane, to chodzenie do sklepu nawet co kilka dni nie jestem przeszkodą :)

      Usuń
    2. Dokładnie :) doskonale rozumiem bo znam to z autopsji. Jeżeli nie szłam na zakupy z listą zawsze kończyło się to bezsensownymi zakupami.

      Usuń
  4. I prawidłowo robisz! Ja mam nadzieję, że nie będę musiała opuszczać moich rodziców podczas studiów i będą mnie żywić :D Moja kuzynka tak ma i świetnie na tym wychodzi! Bo wiesz, nie ma to jak domowa kuchnia i własna lodówka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, domowe jedzenie to jest to :) W moim przypadku jednak mam większą kontrolę nad tym co jem, jem więcej zdrowszych produktów - moja rodzina je typowe polskie obiady, a ja jednak lubię więcej kolorów na talerzu i lżejsze potrawy :)

      Usuń
  5. Noszę pudełka na uczelnię, ale to AWF - tu prawie wszyscy tak robią :P Tylko na UAM patrzyli na mnie dziwnie, bo jako jedyna szamałam swoje. Zaczęłam też kupować gotowe sosy dla urozmaicenia. Zresztą one nie są takie złe. Wystarczy trochę poszperać i znajdzie się taki z dobrym składem (Dawtona). Cukier będzie, ale bez przesady... więcej ma batonik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%! Ja czasami kupuję Aspiro z biedronki, boloński jest bardzo dobry. I Blue Dragon - w Piotrze i Pawle często są na nie promocje i wtedy warto zrobić zapas :)

      Usuń
  6. Świeeeetny post, na pewno przyda się wielu studentom. Jak dla mnie to totalny mit, że nie można jeść zdrowo i oszczędnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam mrożone warzywa z biedronki. A na uczelnie biorę zazwyczaj ze sobą banana i sok pomidorowy :) A obiady rzecz jasna również gotuję w domu, albo mój chłopak robi to za mnie.
    /meainsolita.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komu dobrze, tylko pozazdrościć chłopaka - kucharza! :)

      Usuń
  8. Student a zdrowe odżywianie wcale się nie wyklucza. Jeśli ktoś jest w stanie "przelać" kilka stówek w weekend to dlaczego nie może "przelać" mniej i zostawić na dobre jedzenie. Nie imprezuję za często, a jak już to praktycznie nie pijam alkoholu (bo zwyczajnie nie przepadam), więc pieniędzy bez problemu mi starcza. A i w miesiącu zostaje mi trochę kasy na inne przyjemności. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawidłowo :) Wiadomo, wszystko można robić z umiarem, ale jednak jedzenie jest nam bardziej potrzebne do życia :)

      Usuń
  9. u mnie akurat na zapas nie do końca się sprawdza. zazwyczaj wracamy z takich zakupów, wydaliśmy kupę kasy, otwieramy lodówkę i stwierdzamy, że w sumie to nic nie kupiliśmy ;) kupowanie na bieżąco jest spoko bo kupuję świeże, to na co akurat mam ochotę, nic się nie psuje. jedyny minus, że wbrew pozorom nawet taki mały wypad do pobliskiej biedronki to jest co najmniej 40 minut (10 minut razy dwa dojście, wybieranie i stanie w kolejce). jak wstępuję po pracy do jakiegoś auchana to jeszcze dochodzi mi czas oczekiwania na autobus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak komu oczywiście pasuje :) Ja już testowałam wiele metod i ta, o której pisałam, sprawdza się u mnie najlepiej. Ale nie wykluczam, że będzie to zupełnie inaczej wyglądać, kiedy będę mieszkała z chłopakiem :)

      Usuń
  10. Porady uniwersalne i dobre dla każdego :) Choć do studiów mi daleko stosuję bardzo dużo z tych punktów w codziennym życiu, które pozwalają mi wygospodarować sobie więcej czasu na naukę - i dla siebie. Owsianki i kasze to u mnie podstawa. Zawsze, gdy je gotuję, przy okazji prasuję i robię II śniadanie do kanapnika. A ryż z warzywami i inne tego typu dania, to super proste rozwiązanie, gdy wpadam do domu głodna, jak wilk, a obiadu brak :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Post idealny dla mnie, ponieważ w przyszłym roku jadę na studia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo podoba mi się Twój tok myślenia! Mój chłopak od roku mieszka sam z bratem i właśnie tak robią- raz w tygodniu idą na duże zakupy i kupują co potrzeba. Chleb czy bułki mogą sobie kupić częściej, ale takie obiadowe czy śniadaniowe zakupy (płatki owsiane, twarożki itp) kupują raz na tydzień. W związku z czym lodówka w piątek przed zakupami jest tylko oświetlona, ale już po nich wypełniona po brzegi. Jedzenie się nie marnuje, wszystko się zjada i nikt nic nie traci.
    Jeśli chodzi o mnie, po połowie mieszkam jeszcze w domu rodzinnym i przyznam, że wcale nie jest tak kolorowo i dużo kasy schodzi mi samej na takie przekąski typu chipsy czy słodycze. Walczę z tym jak mogę i tłumaczę sobie, że np. w domu mam banany albo kawałek domowego ciasta, ale zawsze przegrywam z pokusą. Może stworzysz jakiegoś posta jak się przestawić? Bardzo lubię zdrowe jedzenie, jem sporo zup, ale właśnie nie umiem odstawić chipsów i czekolad, a wiem jak paskudnie wpływa to na zdrowie. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam słabość do tych smakołyków, mimo, że wiem, że są niezdrowe. Postaram się w najbliższym czasie napisać jak mi się udało je ograniczyć, ale skłamałabym, gdybym napisała, że wychodzi mi to w 100% :D

      Usuń
  13. Dobre rady :) nie miałam okazji żyć na własną rękę na studiach, ale wydaje mi się, że ludzie sobie wmawiają, że to tak ciężko, bo przecież łatwiej odgrzać mrożoną pizzę czy zjeść pierogi w stołówce (co jakiś czas sama na nie chodzę :D). A co do bananów to nie wiem czy to tak źle, że szybko brązowieją- pewnie mają mniej chemii po prostu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasami się pokuszę o stołówkę czy jakąś mrożonkę, zdarza się :) Mam obok siebie taką świetną stołówkę, że gdybym miała więcej pieniędzy, to po prostu bym się tam żywiła :D
      To prawda co piszesz o bananach, irytuje mnie jednak to, że brązowieją już po 1-2 dniach, a kupuję zapas na 4-5 dni :) Wiele osób lubi smak tych brązowych, ja natomiast nie :)

      Usuń
  14. U nas na dietetyce prawie wszyscy przynoszą jedzonko w pudełkach, aż wstyd ze zwykłymi kanapkami czasem przyjść :) Ale to fajny sposób na zjedzenie czegoś zdrowego i pysznego :) Ogólnie to bardzo dobry wpis, bardzo przydatny początkującym studentom, jestem pewna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak to ma właśnie wyglądać :) Dodatkowo można podpatrzeć u kogoś jakiś fajny przepis i się zainspirować :)

      Usuń
  15. Genialny post, bardzo przydatne rady :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajny wpis! :D Przydałby się jako podstawa życia wielu pierwszoroczniakom, ja też już 5 rok i mam nawyk gotowania ogromnych ilości i mrożenia/wekowania.. Np. wczoraj - takie tam 6 litrów zupy. :D I w słoiczki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym najchętniej zrobiła kilogramy mrożonych zapasów, jedynym ograniczeniem jest moja malutka zamrażarka :D
      Zazdroszczę zupy, jaką robiłaś? :) Ja kiedyś zrobiłam zupę krem z dyni do słoików i je zawekowałam. Niestety albo coś się źle zawekowało, albo nie wiem co, bo później zupa była okropna, jakby się zepsuła :(

      Usuń
  17. Nigdy nie dorobiłam się prawdziwego lunchboxa, więc sałatki do szkoły nosiłam w... Pudełku po lodach ;) Wszyscy mi zawsze ciekawie do niego zaglądali, a jak się poznaliśmy bliżej - niektórzy bezczelnie wyjadali ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajny wpis! na pewno zawiera sporo przydatnych porad dla każdego studenta, sam dopiero zaczynam studiować, więc ten wpis był idealny dla mnie! dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie ja ciągle wstydzę się wyjmować pudełka na uczelni. Nie mogę sobie wybić z głowy myślenia typu "o, niby je z pudełek, a w domu wpierdala, skoro jest taka gruba". :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, tylko Ty tak myślisz. I jeśli wmówisz sobie, że inni na pewno tak o Tobie myślą, to nigdy nie zmotywujesz się do stania się lepszą wersją siebie.
      Nie ma się zupełnie czego wstydzić. Powiem Ci, że każda osoba, KAŻDA, która zaczynała przygodę z przynoszeniem pudełek, usłyszała nawet od kogoś jakąś uwagę. I co? Kilka tygodni później te właśnie osoby same przychodziły z pudełkami :P A druga sprawa - chyba lepiej mieć swoje pudełeczka niż przynosić pączka/batonika i jeszcze bardziej się tym przejmować? :)
      Ludzie są po prostu zazdrośni, zawistni, złośliwi, nazywaj sobie jak chcesz. To Ty walczysz o siebie, Ty się rozwijasz i szybko zostawisz ich wszystkich w tyle. Patrz na siebie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...