poniedziałek, 21 listopada 2016

Pieczony camembert z rukolą, gruszką i orzechami


Jakiś czas temu na profilu instagramowym pani Elżbiety odkryłam cudowny przepis na kolację - pieczonego camemberta. Troszkę go zmodyfikowałam i dostosowałam do tego, co mam w lodówce, ale i tak wyszło pysznie :)

Składniki:

  • rukola lub inny mix sałat,
  • camembert - na jedną porcję użyłam połowy sera,
  • pół gruszki,
  • garść orzechów włoskich,
  • sos malinowy - ja użyłam konfitury domowej roboty, ale można wykorzystać np. sok malinowy do herbaty czy świeże maliny,
  • odrobina oliwy.
Ser przekroić na pół i każdą z nich wyłożyć na folię aluminiową, skropić odrobiną oliwy. Piec przez ok. 20 minut w 180-200 stopniach. Sałatę rozłożyć na talerz, pokroić gruszki w plastry, dorzucić orzechów. Po upieczeniu ser wykładamy na środek i wszystko skrapiamy sosem malinowym/sokiem/dodajemy świeże owoce.
Można zjeść bez pieczywa, osobiście polecam grzanki, u mnie były tosty z bajgli. :) Jeśli ser jest jeszcze ciepły, można w nim 'zamaczać' pieczywo, polecam!

sobota, 5 listopada 2016

Kilka małych chwil, część 2




Ponad półtora roku temu dodałam pierwszą część serii i myślałam, że będę to robiła częściej. Jak widać plan zrealizowałam trochę słabo ;) Pierwszy miesiąc na uczelni jak zawsze zaskoczył mnie swoim tempem, ale mimo wszystko jest dobrze. Zaczynam w końcu rozdzielać, co i kto jest dla mnie dobry, a czego i kogo mam unikać i póki co realizuję ten plan w 100%. Myślę, że zamieszkanie z ukochaną osobą sprawiło, że naprawdę rozdzielam sprawy ważne i ważniejsze.
Wracając do tematu, ostatnio udało mi się skończyć kilka książek, który czekały na półce od dawna. Muszę też się pochwalić, że oprócz pozycji na zdjęciu, przeczytałam 7 części 'Wiedźmina' (5 głównych tomów i 2 dodatkowe opowieści), a aktualnie wciągnęłam się w 'Achaję', przy której według mnie (nie obrażając fanów), Wiedźmin się chowa :)) 

1. Andrzej Pilipiuk - "Oko Jelenia. Sowie Zwierciadło" - to już siódma część mojej ukochanej powieści. Bardzo polecam, jeśli lubicie 'nie przesadzoną' fantastykę i klimaty średniowiecza. Mimo naprawdę bardzo rozbudowanej fabuły, czytając mam wrażenie, że wszystko ma sens i jest na swoim miejscu :)
2. Amy Thomas - "Paryż, mój słodki" - czytając recenzję, dostałam ślinotoku :) Tak samo było podczas czytania książki - nie polecam robić tego na głodnego. Organizując sobie taki wyjazd, na pewno musiałabym kupić ubrania w większych rozmiarach :D Książka lekka, na kilka wieczorów.
3. Regina Brett - "Jesteś cudem" - czytałam już "Bóg nigdy nie mruga", która przyjemnie wzmacnia, daje nadzieję i motywację do działania. Ta część jest w bardzo podobnym stylu, jest idealna na gorszy dzień czy jesienną chandrę.

Czytaliście te książki? Co polecacie od siebie? Chętnie dodam kolejne pozycje do mojej listy :)

poniedziałek, 3 października 2016

Makaron penne ze szpinakiem i pesto z suszonych pomidorów



Pomysł na szybki i fajny obiad, każdy może dostosować proporcje do siebie, a makaron zamienić na razowy lub bezglutenowy. :)

Składniki na pesto (wszystko dodaję na oko):
  • suszone pomidory z oliwą
  • parmezan
  • orzechy - w tym przypadku słonecznik, ale polecam orzechy nerkowca
  • 1-2 ząbki czosnku
  • zioła prowansalskie
  • sól, pieprz do smaku, jeśli potrzebujecie.
Na początku w blenderze mielę orzechy z czosnkiem na jak najdrobniejszą masę. Dodaję pomidory, parmezan, przyprawy i odrobinę oleju z zalewy pomidorowej. Wszystko blenduję. Jeśli konsystencja jest dla Was za gęsta, dodajcie odrobinę oleju i znowu wymieszajcie. *

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Na patelnię dodajemy 3/4 przygotowanego pesto, podsmażamy. Dorzucamy szpinak (w ilości według gustu) i smażymy.
Na talerz nakładamy makaron, szpinak z pesto i pozostałe 'świeże' pesto. **

* Pesto przygotowuję etapami, bo mam słaby blender. :) Jeśli macie dobry mikser, możecie wrzucić wszystko na raz.
** Oczywiście jeśli nie macie czasu lub wolicie inaczej, możecie na patelnię wrzucić całe pesto i od razu zmieszać z makaronem.

A co u Was ciekawego na obiad? Piszcie, testuję nowe przepisy i powoli kończą mi się pomysły na coś szybkiego :)

poniedziałek, 26 września 2016

Migdały w surowej czekoladzie Cocoa - krótka recenzja


Niedawno wspominałam Wam o mojej współpracy z firmą bioindygo.pl. W przesyłce było wiele dobroci, a jedną z rzeczy, których byłam ciekawa, były migdały w surowej czekoladzie. 


W moich okolicznych sklepach mogę znaleźć jedynie rodzynki w czekoladzie, a, że uwielbiam orzechy, bardzo chciałam ich spróbować i napisać kilka słów.

Wiem, że wśród moich czytelniczek, jest kilka ogromnych fanek gorzkiej czekolady :) Ja za gorzką przepadam, ale zdecydowanie preferuję mleczną i białą <3 Jednak jestem tak miło zaskoczona tym produktem, że chyba coraz częściej będę sięgać po gorzką.



Po otwarciu opakowania czuć przyjemny zapach kakao. Orzechy są obtoczone czekoladą  bardzo grubą warstwą, przez co kulki są spore. 
A smak? Są przepyszne, i mówi to największa miłośniczka BIAŁEJ czekolady! Przy pierwszym kęsie zdecydowanie dominuje smak czekolady, która nie jest mocno gorzka. Zdecydowanie czułam jeszcze nutę kawy. Dopiero nieco później można wyczuć smak migdałowy. Kulki mają przyjemną teksturę - najpierw gruba warstwa czekolady i dopiero twardszy orzech.
Dodatkowo muszę wspomnieć, że migdały te są bardzo sycące. Kiedy otworzyłam opakowanie, myślałam, że zjemy je z chłopakiem w 5 minut, a byliśmy już najedzeni po 4 kulkach każdy :) To też uważam za plus, jeśli ktoś ma ochotę na dobrą przekąskę, ale w małej ilości.

Czy próbowaliście już tych orzechów lub innych produktów tej firmy? :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...